11/13/2015

Osiemnaście

Siedziałam na podłodze korytarza wpatrując się w tajemniczą pustą ścianę pomiędzy parą drzwi. 

Było w niej coś dziwnego. Dlaczego miałaby się znajdować pusta przestrzeń na środku korytarza? Musiało być z nią coś nie tak, ale co?

Owiał mnie delikatny wietrzyk, który wpadł przez otwarte okno na końcu korytarza. 

Zdjęłam gumkę z nadgarstka i związałam nią włosy układając je w koczek. 

Wróciłam do przyglądania się ścianie. 

Mysłałam, że jak będę się w nią wpatrywać wystarczająco intensywnie, to odpowiedź przyjdzie sama. W końcu dostrzegę nierówna linię w tapecie albo nikłą krawędź ukrytych drzwi. Jednakże, siedziałam tam przez prawie pół godziny, a ściana pozostała gładka. 

Ale tam musi coś być. 

Harry sam powiedział, że coś mu się z nią kojarzy. 

Rozszerzyłam oczy. 

Harry

Zerwałam się na równe nogi i pognałam schodami w dół niemalże wywracając koziołka na ostatnim schodku. Złapałam się balustrady dla utrzymania równowagi, po czym sprintem popędziłam przez dom w kierunku tylnich drzwi. 

Oczywiście z moim szczęściem mój ojciec był w kuchni i zawieszał kolejne zdjęcia. 

- Wow, albo desperacko chce ci się siusiu i zapomniałaś gdzie jest łazienka, albo uciekasz przed dzikim strusiem. - Odłożył młotek na blat i posłał mi uśmiech. 

- Ani jedno, ani drugie. - Powiedziałam próbując wymyślić jakieś kłamstwo. Położyłam dłoń na klamce tylnich drzwi. - Ja, um... zobaczyłam królika w trawie za oknem. 

Brwi taty wystrzeliły do góry. 
- Ooo, który gatunek? Amerykański królik czy zając? 

- Właśnie nie wiem i zamierzam się dowiedzieć. - Pokiwałam szybko głową wiedząc, że gram na miłości taty do odkrywania gatunków. 

- Idę z tobą. - Ojciec zaczął zmierzać w stronę drzwi. 

- Nie! 

Był zaskoczony moim wybuchem.

- To znaczy... - Odparłam zmiękczając ton. - Powinieneś zostać i dokończyć wieszanie zdjęć. Zbyt duży hałas może go wystraszyć.

Przytaknął wracając na drabinkę. 
- No oczywiście, że tak. Widzisz, wszystkie te programy dokumentacyjne z Discovery Channel nie poszły na marne! 

Posłałam mu szybki uśmiech, by po chwili wyjść przez drzwi i przebiec długość podwórka. 

Pośpiesznie otworzyłam bramę i zatrzymałam się na sekundę żeby złapać oddech, po czym znów biegnąc pokonywałam ścieżkę dopóki nie wparowałam na łączkę doszczętnie padnięta. 

Harry siedząc na jednej z huśtawek uniósł brwi, kiedy spojrzał na mnie. 

Podparłam się dłońmi o kolana próbując złapać oddech. 

- Czy ty właśnie pobiegłaś w maratonie? 

Wskazałam na niego palcem ledwie łapiąc normalny oddech. 
- Zamknij się. - Fuknęłam. - To najwięcej ile ćwiczyłam od ośmiu miesięcy. 

Prawie znów straciłam oddech, kiedy jego usta ułożyły się w łobuzerski uśmieszek. 

- Więc... - Powiedział odchylając się delikatnie na huśtawce. -...ktoś tu się chciał spotkać, co?

Wyprostowałam się próbując przypomnieć sobie powód dla którego wybuchłam taką energią. 
- A, tak. - Odparłam przytakując. Złapałam go za rękę i podciągnęłam go z huśtawki. 
- Ściana. - Powiedziałam. 

Chłopak zmarszczył brwi. 
- Co z nią?

- Chodź. 

Ciągnęłam go za nadgarstek, kiedy szliśmy ścieżką, a w pewnym potknął się o gałąź na co zaczęłam się śmiać. Weszłam do domu tylnymi drzwami mówiąc ojcu, że zgubiłam królika, a Harry przeszedł przez ścianę salonu po drugiej stronie domu. 

I w końcu stanęliśmy przed ścianą. 

- Przejdź przez nią. - Powiedziałam Harry'emu szeptem. 

Uniósł na mnie brwi. 

- Na co czekasz?

Pokręcił głową wzruszając ramionami. 
- No dobra. 

Zaczął iść w kierunku ściany najpierw wyciągając do niej dłoń. 

Ale ona przez nią nie przeszła. 

Zmarszczył brwi ponownie sięgając do ściany, ale jego ręka zatrzymała się na murze. 

- Co się dzieję? - Zapytałam. 

- Nie wiem. - Odparł. - Nie chce mnie wpuścić. - Spróbował przejść przez nią stopą, ale bez powodzenia. 

Przecież minutę temu przeszedł przez ścianę w salonie, więc co było nie tak z tą ścianą, że nie mógł jej przekroczyć? 

- To się robi dziwne. - Wyszeptałam. 

- Jane. - Harry rzekł z zaniepokojonym wyrazem twarzy. - Co myślisz, że się za nią znajduje? 

Uniosłam ramię. 
- Nie wiem. Może być tam wszystko. 

- Wszystko. - Powtórzył, a jego twarz miała ciągle ten sam wyraz. Spojrzał na mnie. - A co jeśli tam jest moje ciało? 

Rozszerzałam oczy. Ta myśl w ogóle nie przyszła mi do głowy, do teraz. Czy to możliwe? Czemu zabójca zostawiłby ciało w jednym z pokojów w domu Harry'ego, a poźniej zapieczętowałby go? I jakim cudem rodzice Harry'ego by o tym nie wiedzieli? 

To chore poczucie, że rodzina chłopaka miałaby coś wspólnego z jego śmiercią zaczęło się we mnie pogłębiać. 

- Musimy się dostać do środka. - Powiedział Harry ściszonym głosem. 

- Jak? - Odpowiedziałam. - Nie możemy jej rozwalić. Rodzice dostaliby szału. 

- Nie wiem. - Odparł kręcąc głową. Z powrotem spojrzał na ścianę. - Ale w końcu musimy dowiedzieć się co za nią jest. 

***

Tej nocy sen w ogóle nie chciał przyjść. 

Zacisnęłam oczy próbując oczyścić myśli, ale w ogóle nie czułam się zmęczona. Myslałam o tej ścianie i wszystkich możliwościach, co mogłoby za nią być. Ciało Harry'ego? Broń zabójcy? Wiadomość od mordercy wyjaśniającą wszystko?

Sama myśl, że może za nią być nieżywe ciało Harry'ego powodowała, że wnętrzności podchodziły mi do gardła. 

Nagle mój pokój zrobił się mały. I zrobiło się gorąco. Za gorąco. 

Wygramoliłam się z łóżka, po czym spojrzałam na zegarek na mojej szafce nocnej. Była pierwsza w nocy, a ja miałam jutro szkołę. Cóż, w sumie dzisiaj. Już był poniedziałek. Ochyda. 

Wyjęłam z szafy kapcie i otworzyłam okno. Chłodne, nocne powietrze owiało moją skórę, kiedy wchodziłam na gałąź. Wzięłam głęboki oddech i zsunęłam się po winorośli na dół.

Moje nogi prowadziły mnie przez podwórko, a trawa łaskotala moje kostki. Miałam na sobie spodnie od piżamy i koszulkę, a włosy pewnie były rozczochrane od leżenia. Dotarłam do bramy. W mroku drzewa wyglądały groźnie, wyciągały się do nieba jak gdyby tylko korzenie powstrzymywały je żeby rosnąć wyżej. 

Kroczyłam ścieżką z księżycem nad sobą, który oświetlał mi drogę. 

Zatrzymałam się jak tylko weszłam na łączkę. Podeszłam do jednej z huśtawek, ale zdecydowałam, że jednak usiądę na ziemi. Trawa była miękka i chłodna. Zaczęłam, jak zwykle, przeczesywać ją palcami.

Harry'ego nie było. Musiał być na cmentarzu. 

W momencie, kiedy o tym pomyślałam chłopak pojawił się w drzewach po drugiej stronie łąki. Kiedy mnie zobaczył jego wyraz twarzy zmienił się w konsternację. 

- Hej. - Przywitał mnie podchodząc do mnie i siadając obok na trawie. - Nie możesz spać? 

Przytaknęłam. 

- Witaj w klubie. - Uniósł kącik ust, a ja odpowiedziałam mu tym samym. 

- Więc. - Zaczął pochylając się żeby oprzeć się łokciami o kolana. - Co cię gryzie? 

Uniosłam brew. 
- Dlaczego uważasz, że coś mnie rzeczywiście gryzie?

Posłał mi znaczące spojrzenie. 

Skierowałam wzrok na moje kolana. 
- Nie mogę przestać myśleć o tej ścianie. 

Przytaknął przygryzając wargę, a jego oczy wędrowały po mojej twarzy. 
- Ja tak samo. 

Odwróciłam wzrok od jego spojrzenia i skierowałam go na świetliki, które sobie latały po drugiej stronie łączki.  Było ich tam tuziny, które tańczyły w powietrzu. 

- Przylatują tutaj co noc. - Odparł Harry. 

- Świetliki? 

- Ta, kto wie co robią w środku dnia, ale w nocy zawsze są tutaj.  

Oglądaliśmy, jak drobinki światła latają wokół siebie niemalże we wdzięcznym tańcu. Zastanawiałam się ile razy Harry, nie mając nic do roboty, po prostu przyglądał się temu przedstawieniu. Dni muszą być długie jak nie możesz zmrużyć oka. 

- Gdzie masz naszyjnik?

Wrociłam na ziemie, a moja dłoń powędrowała do szyji. 
- Oh. - Odparłam. - Moja mama nie pozwala mi spać z naszyjnikami. Boi się, że się rzucę i przekręcę w śnie i się uduszę. 

Harry się uśmiechnął. 
- Ile ona myśli, że masz lat? Cztery?
- I pół. 
Zaczęliśmy się cicho śmiać. Było mi trochę dziwnie bez wisiorka, kiedy już tak bardzo przyzwyczaiłam się do czucia go na szyji. 

- Miałam się o coś cię zapytać. - Zaczęłam bawiąc się kosmykiem włosów. - Dlaczego w ogóle dałeś mi ten naszyjnik?

Uniósł kącik ust. 
- No bo chciałem cię trochę przestraszyć. - Przyznał. 

Zaśmiałam się kręcąc głową.
- Serio?

- Tak, ale to nie jest prawdziwy powód. - Powiedział po czym zmienił pozycje. - Ten naszyjnik był dla mnie bardzo ważny. Należał do mojej babci, jak już ci mówiłem. Kiedy miałem szesnaście lat umarła na raka płuc  - była palaczem. Kilka dni przed śmiercią  zawołała mnie do swojego pokoju i dała mi naszyjnik. Nie wiedziałem dlaczego go miała - to przecież czaszka z kośćmi. Zazwyczaj nie widuje się tego symbolu w biżuterii. Nigdy nie widziałem żeby go nosiła i nigdy o nim nie mówiła. Dała mi go żebym ją pamiętał i powiedziała, że ma dla niej duże znaczenie. 
- Trzymałem go w pudełku, w moim pokoju - tym czarnym, które ty teraz masz. Byłem blisko z moją babcią, przeważnie dlatego, że dawała mi świetne rady. Nie dowiedziałem się dlaczego ten naszyjnik był dla niej wyjątkowy, ale wiedząc, że jest wyjątkowy dla niej był od razu wyjątkowy dla mnie. 
- Po tym jak moi rodzice się wyprowadzili udało mi się dostać do środka domu żeby zobaczyć co zostawili. Znalazłem pudełko z moim zdjęciem i naszyjnikiem na wyspie kuchennej. To były jedyne z moich rzeczy, których nie sprzedali albo się nie pozbyli. 

Spojrzał na mnie. 
- W sumie nie wiem dlaczego dałem ci ten naszyjnik. Chyba po prostu chciałem żebyś go miała. Co bym z nim zrobił tak w ogóle? Nie żyję. - Wzruszył ramionami. - Cieszę, że ci go podarowałem. Ładnie na tobie wygląda. 

Posłałam mu uśmiech. Wiatr poruszał moim włosami, które zsunęły się na moje plecy. Powietrze było znacznie chłodniejsze, gdy Harry siedział tak blisko mnie. 

- Co by się stało gdybym się nie wprowadziła do tego domu? - Zapytałam. 

- Prawdopodobnie skończyłbym jak Em. - Odarł. - Pomiędzy. 

- Biedna Em. 

- Biedna Em. - Przytaknął. 

- Harry?

- Hmm?

- Co jeśli tam, za ścianą jest twoje ciało? 
Spojrzał na mnie. Wiem, że moje spojrzenie wypełnione było zmartwieniem - naprawdę się martwiłam. 

- Wtedy... - Wzruszył ramionami. Widać było, że nie miał na to odpowiedzi i wiedziałam, że jego też to niepokoiło. 

Spuściłam wzrok. 

Sięgnął dłonią do mojego policzka dotykając go delikatnie, po czym odwrócił moja głowę żebym na niego spojrzała. Oddech ugrzązł mi w gardle, a serce przyspieszyło. Moja skóra była zmrożona jak zawsze, gdy mnie dotykał. Jego lodowata aura przenikała mnie do szpiku kości. 

- Mogę czegoś spróbować? 

Wpatrywałam się w niego nie wiedząc jak odpowiedzieć inaczej niż przytakując. Na jego ustach pojawił się uśmiech, a dołeczki się pogłębiły. 

Przysunął się bliżej przykładając delikatnie swoje czoło do mojego. Drugą dłonią odgarnął włosy z mojej twarzy, a tysiące dreszczy przeszyło mój kręgosłup. 

Potem się nachylił i mnie pocałował. 


_______ 
NARESZCIE! 
#Hane ❤️ 

Przepraszam, że tyle mi to zajęło. Następny rozdział będzie o wiele szybciej. Mam nadzieję, że zostawicie coś po sobie. 

Do następnego. :*

7 komentarzy:

  1. Omg jezu jakie to jest cudowne sixjsbsjxbsibxsiuxe

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawi mnie co dalej, (nie) cierpliwie czekam na nastepny. :* Pozdrawiam i do kolejnego - Lilka
    Ps
    Kiedy znajdziesz czas moze bedziesz miala ochotę wpaść do mnie?
    http://psychological-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże co za blog! Jestem na świeżo po przeczytaniu go. Jest po prostu niesamowity! Jestem ciekawa co kryje się za tą ścianą i jaką tajemnicę kryją dawni przyjaciele Harr'ego. To opowiadanie to normalnie taka dawka adrenaliny że jacie kręcę. Na pewno dziś nie zasnę. Czekam na nowe rozdziały i do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opowiadanie! Czekam na odzew!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę się doczekać następnego:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje motywacji do tłumaczenia, więc pozostaw po sobie jakieś słowo. x