6/16/2014

Czternaście

Zapraszam na moje autorskie opowiadanie When fight is not good enough. ♥ Pojawił się nowy rozdział. 
_______

Oczy Harry'ego rozszerzyły się, a pod ich miękką zielenią zaczęła wzmagać się złość.
- Nie ma mowy. - Powiedział lodowatym tonem.
-  Jenna powiedziała wyraźnie, że to oni byli jedynymi osobami, które zamknęły śledztwo, Harry.
Potrząsnął głową.
- Jenna się myli, a ty nie jedziesz spotkać się moimi rodzicami. Co to w ogóle jest za plan?!
- Co masz na myśli mówiąc, że się myli?
- Jenna nie wie niczego. Nie powinnaś była z nią rozmawiać. - Powiedział krzyżując ręce na piersi zupełnie jak dziecko i odwrócił wzrok ode mnie.
- Co jest z tobą? - Zapytałam marszcząc brew. - Spotkam się z twoimi rodzicami, a ty się przymknij.
Zaczął zachowywać się dziwnie,  jego nogi nerwowo podskakiwały. Nawet nie próbował na mnie spojrzeć.
- Czy ty przypadkiem nie powinnaś być na zajęciach? - Zapytał mnie.
- Nie przejmuję się tym.
- A powinnaś.
- Nawet ze mną nie zaczynaj. Rodzice już wystarczająco mnie pouczają. - Warknęłam.
Przymrużył oczy.
- Nie pojedziesz spotkać się z moją rodziną i kropka. – Powiedział wyjątkowo spokojnym głosem.
- Dlaczego nie? -  Zapytałam pasującym do niego groźnym tonem.
Spojrzał gdzieś przed siebie zgrzytając zębami.
- Ponieważ nie będą się mną więcej przejmować, nigdy więcej. - Powiedział patrząc mi w oczy. -  Ich to nie obchodzi.
- O czym ty mówisz?
Wiem, że gdyby mógł oddychać, to jego oddech byłby nieregularny i przyspieszony. Jednakże jego klatka piersiowa nie podnosiła się, ani nie opadała tak, jakbyśmy oboje tego chcieli.
- Albo wiesz co, - Powiedział skupiając swój wzrok na mnie. - Dobrze. Pojedźmy zobaczyć moich rodziców. Tak właściwie, to jedźmy nawet teraz. W tej chwili.
Spojrzałam się na niego lekko zaskoczona.
- No dalej, wsiadaj za kółko. Vancouver jest kilka godzin stąd.
- Czekaj… mówisz serio?
Przytaknął.
- Pomagasz mi, więc powinnaś to zobaczyć.
Przeszły mnie dreszcze.
Parę minut później, jechałam  autostradą z Harrym siedzącym na tylnym siedzeniu, który opierał się o skrzynie biegów żeby móc ze mną rozmawiać. Nastrój trochę mu się poprawił, ale nadal widziałam, że był na granicy wytrzymałości.
- Miałeś rodzeństwo? - Zapytałam.
Pokręcił głową.
- Byłem tak jakby dzieckiem cudu. - Powiedział. - Na długo przed tym jak się urodziłem moja mama myślała, że jest bezpłodna, ale jakimś cudem zaszła w ciążę. Rodzice starali się o kolejne dziecko po tym, jak przyszedłem na świat, ale bezskutecznie.
- Próbowali adopcji?
- Rozmawiali o tym przez jakiś czas, jak byłem młodszy, ale mi się ten pomysł nie podobał. Chciałem, żeby ich uwaga była skupiona tylko i wyłącznie na mnie.
Przytaknęłam przygryzając paznokieć kciuka.
Harry spojrzał się na mnie.
- Wiem o czym myślisz. - Powiedział lekko się uśmiechając. - Myślisz, że byłem samolubny.
- Co? Wcale tak nie pomyślałam.
- No proszę cię. Nawet ja tak uważam. - Powiedział odchylając się z powrotem na siedzenie. - Byłem rozpieszczonym, samolubnym bachorem i zmieniłem się dopiero po śmierci.
- To straszne.
Harry zaśmiał się słabo.
- W każdym razie nie jestem tak samolubny, jak mój zabójca.
- Jak na to wpadłeś?
- Musisz być bardzo skoncentrowany na sobie żeby zabić kogoś tylko po to, aby twoje życie stało się prostsze.
- Nadal nie znamy motywu twojego zabójcy.
- Nadal. Ale za to wiemy, że morderca jest samolubny.  Na końcu, chodzi o to, żeby  pozbyć się tego, który sprawił, że twoje życie stało się trudniejsze.
- Chyba masz rację.
- Jednak nie do końca się mnie pozbyli. - Powiedział z uśmieszkiem, zaśmiałam się słysząc te słowa.
- Dopóki nie dowiesz się kim oni są.
Poczułam na sobie jego wzrok i kątem oka zauważyłam, że jego uśmiech zbladł.
- Co się dzieje? - Zapytałam patrząc się na niego przez dłuższą chwilę.
- Nic. - Powiedział potrząsając głową. - Naprawdę nic.
Sprawdziłam czas, jechaliśmy już kolejne dwie godziny. Właśnie wychodziłabym ze szkoły. Boże, moi rodzice wyjdą z siebie i staną obok, jak wrócę do domu tak późno w nocy, gdzie jeszcze na drugi dzień idę do szkoły, ale prawdę powiedziawszy, aż tak bardzo mnie to nie obchodziło.
- Jak zamierzasz przejść przez kontrolę celną przy granicy z Kanadą? - Zapytałam. - To znaczy, jesteś…
- Potrzebujesz swój paszport. - Powiedział pochylając się do przodu i otwierając schowek. Wręczył mi mój paszport w i oparł się z powrotem o siedzenie.
- Jak ty...
- Miałem przeczucie, że będziesz chciała zobaczyć się z moimi rodzicami. Wiedziałem, że to będzie nieuchronne.
- A co z tobą? Wiesz, jesteś jakby… no martwy.
Uśmiechnął się.
- Nie mów mi, że zamierzasz być niewidzialny. - Powiedziałam. - To byłoby naprawdę ekstra.
Zaśmiał się.
- Nie, Jane. - Zaczął. - Przykro mi, ale cię rozczaruję.
- Nie mógłbyś przynajmniej spróbować?
Potrząsnął tylko głową wciąż się śmiejąc.
- Nie mogę zmienić się w niewidzialnego oraz nie mogę przechodzić przez ściany. W każdym razie, nawet tego nie potrzebuję, żeby straszyć małe dzieci.
- Bez jaj, co takiego zrobiłeś?
- Nic wielkiego, postarałem się tylko, żeby słyszeli brzęczenie łańcuchów za oknem,  …i napisałem krwią wielki napis "STRZEŻCIE SIĘ"  na drzwiach od garażu.
Zaczęłam się bardziej śmiać.
- Nie zrobiłeś tego.
- No dobra, przyznaję, nie zrobiłem, ale Halloween się zbliża…
- Oj tam, oj tam, jesteś za bardzo przyjaznym duchem.
- Jak możesz.  - Zakpił. - Mogę być naprawdę straszny.
- Oh, tak. Jesteś absolutnie przerażający. - Uśmiechnęłam się słysząc swój sarkazm.
- Wiesz co, zamierzam cię przestraszyć. Co ty na to?
- Nie dasz rady.
- Uda mi się w środku nocy, kiedy będzie ciemno jak w grobie.
- Okej, spróbuj. - Powiedziałam przygryzając wargę, żeby się nie roześmiać po raz kolejny.
- Tylko czekaj. - Powiedział dziecinnie. - Tylko czekaj.
W czasie, kiedy słońce chowało się za horyzont, byliśmy już na granicy z Kanadą.
Harry powiedział, że zna skrót,  dzięki któremu przedostanie się niezauważony przez granicę z Kanadą, idąc lasem. Przez przejście graniczne przejechałam gładko, a po drugiej stronie Harry już na mnie czekał.
- Tak w ogóle, to ile razy przechodziłeś przez tę granicę ? - Zapytałam go, kiedy wsiadał do samochodu.
- Chyba z tuzin. - Odpowiedział.
- Dlaczego tak dużo?
Harry wzruszył ramionami, a jego  wyraz twarzy zmienił się na bardziej poważny.
Zakończyliśmy naszą podróż do Vancouver, gdy było ciemno na dworze. Harry skierował mnie do domu swoich rodziców. Ich hacjenda była bardzo podobna do tej, w której teraz mieszkam. Tyle tylko, że ta była nieco większa i wyglądała na nowszą.
- Jesteśmy na miejscu.
Obserwowałam przez chwilę Harry'ego. Miał zaciśniętą szczękę i zimny wzrok, który razem z jego bladą skórą emanował tą dziwną, standardową oziębłością. - Czy powinnam po prostu… zapukać?
Pokręcił głową.
- Chodź. – Powiedział.
Otworzył furtkę, a ja weszłam zaraz po nim. Obeszliśmy prawie cały dom. Nagle złapał mnie za nadgarstek, sprawiając, że zatrzymaliśmy się przed wielkim oknem. Z tej odległości słychać było głosy z domu.
Ostrożnie zajrzałam do środka.
Przy dużym stole w jadalni siedziały dwie osoby, kobieta i mężczyzna. Kobieta miała ciemne włosy, spięte w koka, a złote, długie kolczyki zdobiły jej uszy. Mężczyzna zaś, miał czarne włosy z lekką siwizną. Był ubrany w granatowy garnitur. Podczas posiłku rozmawiali i śmiali się, a ich jowialne głosy wypełniały pomieszczenie ulatując przez okno.
Im dłużej się im przyglądałam, tym większe podobieństwo widziałam między nimi a Harrym. Kobieta miała jego usta i nos oraz kolor włosów. Natomiast mężczyzna miał ten sam wyraz twarzy, oczy i był wysoki.
- Spójrz jacy są szczęśliwi. - Powiedział niemalże z pogardą.
Spojrzałam na niego, z każdą chwilą przyglądania się parze w środku, jego palce coraz bardziej zacieśniały się na moim nadgarstku.
- Czy nie tego chciałeś? - Zapytałam go, pilnując żeby mieć jak najcichszy głos. - Żeby byli szczęśliwi?
- Czy widzisz gdziekolwiek jakieś moje zdjęcie?
Rozejrzałam się po ścianach pokoju. Niedaleko od stołu, przy drzwiach wisiały półki. Zmrużyłam oczy, żeby dostrzec czy gdzieś w ramkach jest jego zdjęcie. Na żadnym z nich nie rozpoznałam Harry'ego. Zatrzymałam wzrok na ostatnim.
Takie samo znalazłam w pudełeczku, w dawnym pokoju Harry'ego, a teraz moim. Rozpoznałam ten sam specyficzny uśmiech, ale w tym wszystkim jedyna różnica, to, to, że był w prostej, czarnej ramce.
- Tam. - szepnęłam. - Na końcu.
Oparł się lekko o mnie i szukał wzrokiem zdjęcia. Ja z kolei przyglądałam mu się uważnie. Kiedy odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć, oddaleni byliśmy od siebie o zaledwie milimetry.
- Powinni mnie opłakiwać, być w żałobie po mnie. - Szepnął. Niewątpliwie czułabym jego oddech na mojej twarzy, gdyby tylko oddychał. Bycie tak blisko niego sprawiało, że dreszcze wędrowały po moim kręgosłupie.
- Może to robią. - Odszepnęłam. - Tylko tego nie widać.
- Spędziłem tutaj całe dnie przyglądając się im. - Odpowiedział. - Od momentu kiedy się tylko przeprowadzili, czekałem na jakąkolwiek oznakę żałoby u nich, ale się nie doczekałem.
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, dlatego odwróciłam wzrok spoglądając w kierunku pary siedzącej przy stole. Matka Harry'ego nalewała wino do kieliszka swojego męża. Kolor trunku przypominał krew.
- Żyją swoim życiem, ze mną w dalekiej pamięci. - Powiedział wprost do mojego ucha. - To sprawia, że zastanawiam się, czy tak naprawdę ich znałem.
Nie myśląc zbyt wiele, uwolniłam nadgarstek z jego uścisku i splotłam nasze palce. Ścisnęłam jego dłoń zanim przypomniałam sobie, że przecież on tego nie czuł. Po smutku w jego oczach, wiedziałam, że chciałby żeby tak było.
Uwolniłam swoją rękę.
- Chyba powinnam zapukać i zadać im parę pytań.
- Nie ma potrzeby.
- Ale…
- Powiedziałem nie, Jane.
Nie odezwałam się.
Przyglądałam się dalej parze przy stole. Patrzyłam, jak matka Harry'ego przechodziła obok półki ze zdjęciami, trzymając w dłoniach brudne naczynia. Kiedy doszła do końca, zatrzymała się na chwilę patrząc na ramkę ze zdjęciem Harry'ego. Oczekiwałam, że jej twarz będzie pełna smutku, czy żalu po zmarłym synu, ale stała tam ze stoickim spokojem, nie okazując żadnych z tych emocji. Po chwili odwracając wzrok i poszła dalej.

***

Harry i ja poszliśmy prosto na polanę, zaraz po tym jak wróciliśmy z Vancouver.
Było około północy i byłam pewna, że moi rodzice nieźle się martwią. Mieszkając w Sacramento zawsze starałam się wracać najpóźniej do domu, jeśli chciałam uniknąć ochrzanu.
-  Już wiesz o co mi chodziło? - Zapytał Harry, siadając naprzeciwko wierzby. – Mają mnie gdzieś.
- Dlaczego mieliby zamknąć śledztwo? - Rozmyślałam.
- Nie zamknęli.
- Ale Jenna…
- Przecież powiedziałem ci, że się myli. Policja nie wyjaśniła dlaczego zamknęli śledztwo.
- Ale jest taka możliwość, prawda? Że twoi rodzice zapłacili policji, żeby zamknęli tę sprawę.
Harry przerwał na chwilę.
- Tak, istnieje taka możliwość.
- Powinnam była ich o to spytać. - Powiedziałam. - Twoi rodzice mogą mieć jakieś informacje…
- Nadal nie załapałaś, prawda? - Odwrócił się do mnie, widziałam błysk w jego oczach. – Żyją swoim życiem. W sumie nie wiem czy byli tak długo w żałobie. Moja matka płakała na pogrzebie i to by było wszystko.
Obserwowałam go chodzącego w tę i z powrotem.
- Oni nadal powinni być załamani. Moja matka powinna płakać przed snem, a ojciec powinien być zrozpaczony. Powinni szukać czegoś, co by ich rozweselało. Powinni pamiętać o mnie, zamiast próbować zapomnieć, jak gdyby to była jakaś błahostka!
- Może właśnie tak radzą sobie z żałobą. - Wtrąciłam. - Każdy inaczej sobie z tym radzi. Nie możesz ich winić za to, że żyją dalej.
- Mogę. Jeżeli byli tymi, którzy zamknęli śledztwo, to jak to wygląda? Nie włożyli nawet wysiłku, w to żeby znaleźć moje ciało i mojego mordercę. - Splunął.
- W tym momencie jesteś samolubny. - Powiedziałam. - Nie wiesz jak się czują. Widzisz tylko to, co widać
z zewnątrz. Nie możesz żądać od nich, żeby byli zdruzgotani, bo może właśnie to jest ich sposób na radzenie sobie ze żałoba.
- Co Ty wiesz o żalu? Nigdy nikogo nie straciłaś!      
W tamtym momencie poczułam rosnącą w sobie złość.
- Mylisz się.
- Dobrze. Oświeć mnie. Kogo takiego straciłaś, co? - Powiedział krzyżując ręce na piersi.
- Straciłam siebie dawno temu, nie pomyślałbyś, co? Przecież tyle o nich wiesz. - Powiedziałam wskazując na blizny na moich nadgarstkach.
Harry się cofnął, a poczucie winy przez chwile pojawiło się na jego twarzy.
- Masz rację. Przepraszam. - Powiedział.
Obciągnęłam rękawy z powrotem próbując przełknąć gule, która pojawiła się w moim gardle.
- Jane. - Powiedział. - Przepraszam.
- Daj spokój. - Odparłam odwracając od niego wzrok.
Harry usiadł na huśtawce i ukrył twarz w dłoniach.
- Nie chodziło mi o to, że chcę by byli nieszczęśliwi… - Powiedział. - Chciałbym być chociaż trochę opłakiwany. Byłem ich jedynym synem. Dzieckiem cudu. Czy to o czymś nie świadczy?
Spojrzał się na mnie z oczami pełnymi smutku. Usiadłam na huśtawce naprzeciwko niego.
- Chciałabym móc powiedzieć, że cię rozumiem.
- Też bym tego chciał.
Ściszyłam swój głos do szeptu.
- Harry, czy myślisz… - Przełknęłam ślinę. - Czy myślisz, że Twoi rodzice mieli coś wspólnego
z Twoją śmiercią?

- Wszystko jest możliwe. - Wyszeptał.

________________
Dobry. :) 
Jeśli ktoś czytał to z rana, to miłego dnia, a jeśli zajrzał tutaj wieczorem, to miłego wieczoru i nocy. ♥
Mam nadzieję, że rozdział się podobał, bo tym razem (z moją małą, standardową korektą) wypłynął spod palców Magson.

Podzielcie się swoimi wrażeniami pod hashtagiem #PhatomPL.

Zapraszam do czytania Call Me Ella :) 
Aha i jeśli ktoś z was ma Wattpada, to jeśli możecie, to też zagłosujcie na Phantom tam. 




Do następnego. ♥

22 komentarze:

  1. O piątej?! Serio?! XD Jezu, jakie szczescie, ze ucze sie na egzamin z matmy! Dzięki temu moge byc pierwsza! aw

    OdpowiedzUsuń
  2. MASZ MI POWIEDZIEĆ JAK TY TAK WCZEŚNIE WSTAJESZ ?!? JAK ?!?
    JESTEM TERAZ W STU PROCENTACH POWAZNA XD rozdział taki awwwwww, ale chyba tylko dla mnie lmao , nie dziw się xd mam po prostu takie odczucie XDDD dobra, nie zasługuję na większą uwagę c: See ya ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym, że ja nie wstaję
      Ja po prostu nie śpię.

      Da bum tss. xd

      Usuń
  3. Świetny rozdział, dziękuję @iamscarx

    OdpowiedzUsuń
  4. CUDOWNE!
    Nie mogę doczekać się nexta!
    @Hazz_You_And_I
    badsidefanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. mam przeczucie że rodzice są w to ostro zamieszani.. nie mogę doczekać się kolejnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawaj następny!
    Świetny

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego typu opowiadan jeszcze nie czytalam i bardzo mi sie podoba ;) czekam na nn Xx
    Pani Ola Styles

    OdpowiedzUsuń
  8. Swietny rozdzial . Kiedy nastepny?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nominowałam cię do nagrody Libster Award! Szcegóły: http://trouble-fanfiction-zayn-malik.blogspot.com/ kocham twój blog xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Super takie inne i to mi się podoba i wciaż czekam na kolejny rozdział:)
    Mam nadzieję,że się doczekam
    Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham tego bloga, ale żeby rozdziału nie było prawie dwa miesiące to już lekka przesada...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominowałam cię do Liebster Blogger Award :)
    Szczegóły tutaj---> http://onedirection1d-pain-and-payne.blogspot.com/2014/08/liebster-award-x5.html
    Pzdr. <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Zajebiste. Serio. I... Oh God,oni tak bardzo się do siebie zbliżyli... A to przecież nie ma przyszłości, bo w końcu Hazz to tak jakby walking dead xD
    Dlaczego nie ma jeszcze naxta? Martwię się... :(((

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielibiam <3
    +
    +
    +
    zapraszam do siebie:http://revenge-harry-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz dodaje motywacji do tłumaczenia, więc pozostaw po sobie jakieś słowo. x